Dziękujemy, teraz zawsze będziesz na bieżąco!
Renata Teresa Korek
"Ulica poetów"
Była kiedyś taka ulica
w Trzebiatowie.
Mówią, iż do naszego
miasta przyjechał dawno temu
słynny poeta Goethe …
Dzisiaj jest to ulica Zielona – też pięknie.
Ale ULICA
POETÓW brzmi jeszcze
bardziej romantycznie.
Chcemy wrócić na
tamtą ulicę poprzez wiersze,
których siłę wyraża myśl
Norwida
Z rzeczy świata tego
zostaną tylko dwie,
dwie tylko:
poezja i dobroć
więcej nic.
Aneta Jasłowska
"Chleby pachnące (strofa saficka)"
Bo wszystkie słowa jak chleby pachnące
szumią wśród złotej panoramy żyta,
czas lubi siadać na przydrożnej łące,
by wers przeczytać.
Echo wtóruje i tańczy wciąż z rymem,
układa frazy na snopkach do nieba,
w rzepaku iskrzy i ku wenie płynie,
by sens wyśpiewać.
Bo wszystkie słowa jak chleby pachnące
z chrupiącą skórką i miękkością ciszy,
los przesypuje życiodajną mąkę,
by szczęście wyszyć.
A potem zbiera jęczmienne warkocze,
syci się świtem i zmierzchem, na przemian,
a matkę ziemię z zachłannością orze,
by myślom schlebiać.
Bo wszystkie słowa jak chleby pachnące
chcą wnikać w umysł, w pragnienia najszczersze
i kiedyś znajdą swojego odbiorcę,
rozkwitną wierszem.
Renata Teresa Korek
"Każde miejsce ma swoją muzykę"
Każde miejsce ma swoją muzykę, brzmi czysto
lub fałszywie, bliżej skóry i głowy jest bardziej prawdziwa,
na wyciągnięcie ręki gubi rytm, jest bębnem,
który wali bez umiaru, albo przekazuje sygnały w dal
oszukujące wroga. Przez dzień i noc dzwoni nam
muzyka ciała i duszy, śpiewa i mówi, nie zasypia,
przez zamknięte oczy wypuszcza swoich czujnych zwiadowców.
Nocą chodzi na palcach, tańczy, rozmawia z ciszą, odbiera jej mowę,
milczy niebo, pulsuje, gra, jej flet jest mgławicą nieuchwytną.
Zanurzone w nocy zwierzęta oddychają swoim rytmem, wydają z siebie
jęk, to ich śpiew nas rzeźnią świata, nad obgryzioną kością,
będą pasły się na soczystych łąkach, aż dopadnie je melodia śmierci.
Ma w sobie łagodność baranka, bezmyślną dobroć kurcząt uciekających
pod skrzydła matki, pokonanych przez ptasią grypę, nagich i bladych.
Pulsują wulkany, grzmią ich trąby, ocean wspina się na palcach, dosięga pięter,
trzaskający szelest wody jest jak lód pod stopą, upiorna ściana trupich kropelek.
Wyjdę przed dom oszukać skojarzenia, zaczerpnąć melodii powietrza zanurzonej
w oddechu drzew, słychać szczękanie zębów, las przygotowuje się do ostatniej bitwy.
"Spinka do włosów"
Spinka do włosów została w szufladce, zwykła, z plastiku.
Na włosy cienkie i długie, i zapewne siwe, może w mysim kolorze,
a może już białe?
Kto wie, ile razy była przypinana, podtrzymywała nikły
ciężar, niepamięć i bladość.
Poniewierała się po kosmetyczce z wysypanym pudrem,
wędrowała od łóżka do kieszeni szlafroka. Zwiedziła inne domy,
szpitale, przychodnie, umykała na podłogę, pod szafę, gazetę.
Błąkała się bezdomna i już niepotrzebna. W kolorze kawy z mlekiem
ginęła wśród innych drobiazgów w papierowej torbie.
Nikt nie wiedział, czy już czas, aby ją wyrzucić na śmietnik bezpowrotny,
zapach starości odchodził powoli, zapomniano kto ją kupował,
za ile i po co.
Nadszedł dzień, kiedy trzeba było zrobić porządki w szufladce,
odsprzedać pustą szafkę, usunąć szpargały,
list ze zdjęciem, na którym lśniła, odłożono na chwilę.
Anna Rybak
"Okno na podwórko"
(Tytuł nawiązuje do filmu Alfreda Hitchcoca -" Okno na podwórze")
Będzie to historia krew mrożąca w żyłach.
O kogucie, który trafił na podwórko.
O tym, jaka mu się misja przytrafiła,
zamiast satysfakcji, jaką miał dać kurkom.
Szła za nim opinia hulaszczej natury.
Mówili: ten kogut- prawdziwy Rasputin!
Gdzie był tam zapładniał ekspresowo kury. I to jak rok długi ,a zaczynał w lutym...
Tu,na tym podwórku miała być rutyna.
"Jest praca"- pomyślał -"Nie zdążę zardzewieć".
Potrząsnął grzebieniem, jak facet czupryną
Szybciutko policzyl- kur trzydzieści dziewięć.
Wyszukał najbrzydszą-na akcji początek.
Wiedzial, że zmęczony mógłby nie dać rady.
Na grzędzie paradnic siedział cały rządek.
"Więc pora zaczynać, nie są dla parady".
I wtedy się zaczął spektakl jak z Hitchcocka.
I nalot na niego prawie jak w Pearl Harbor.
Napadła na niego najpiękniejsza kwoka,
Reszta- jak oddziały na Turków pod Warną.
Z koguta zostało nadwątlone ego.
Nie zdołał powstrzymać kurzego żywiołu.
Bo go wyskubały prawie do gołego.
I trafił Rasputin wkrótce do rosołu
Morał tej historii niechaj tego przejmie,
który stroszy piórka i dzwonek tarmosi.
Bez koguta także może być przyjemnie...
Kura i bez niego swoje jajka znosi.
Gdyś jednak nie Narcyz rodzaju męskiego.
To musisz się liczyć z hierarchii kulturą.
Bo kiedy masz wybór, zaczynaj kolego,
od samicy Alfa- nawet gdy jest kurą...